Specyfika polskiego rynku druku 3D

    Andrzej Burgs, CEO w firmie Sygnis New Technologies

    Rodzimy rynek druku 3D nieustannie się rozwija. Jest wciąż rozproszony, ale ostatni rok obfitował w liczne przypadki konsolidacji firm, co przyniosło wiele zysków pod kątem różnych aspektów biznesowych. Połączenie sił spółek i metod wytwórczych oznacza wzrost mocy przerobowej – wpływa to na ilość przyjmowanych zleceń i szybkość ich realizacji.

    Zmienia się także model biznesowy firm zajmujących się drukiem 3D. Powoli odchodzi się od utartej ścieżki polegającej na zakupie maszyn od producenta, sprowadzeniu ich do kraju i sprzedaży. Coraz częściej można zauważyć rosnące oczekiwania ze strony klientów, aby świadczone usługi były skrojone na miarę ich potrzeb, a także by współpraca uwzględniała niuanse branżowe, specyficzne zastosowania maszyn lub wytwarzanych produktów docelowych.

    Polski rynek druku 3D dostosowuje się do sytuacji globalnej: spółki zrzeszają się w większe konsorcja, multiplikując zakres usług i, z powiększonym zapleczem zasobów, stają do bardziej wyrównanej walki z zagraniczną konkurencją. Działy R&D pracują nad usprawnieniem maszyn pod kątem używanego materiału i obsługiwanego interfejsu, a wizerunek firm branżowych przechodzi zmianę narracji w marketingu.

    Ten ostatni aspekt jest dla mnie szczególnie ważny, ponieważ często mierzę się z nim podczas wystąpień prelekcyjnych i konferencyjnych. W świadomości masowej druk 3D najczęściej funkcjonuje, niestety, jako technologia wytwarzająca ogromne ilości plastikowych zabawek i drobnych, zbędnych bibelotów czy gadżetów, które bardziej pasują do profilu Buzzfeeda niż artykułów w Pulsie Biznesu. Wspólnym celem jest zmiana branżowego pejzażu na wypełniony skojarzeniami z ciężkim przemysłem i praktycznymi zastosowaniami, a przede wszystkim wpisanie druku 3D na stałe w obraz współczesnej hali produkcyjnej, wkraczającej w erę Przemysłu 4.0. Mówiąc krótko, druk 3D to uniwersalne narzędzie wytwórcze.