Czwarta rewolucja przemysłowa powoli staje się faktem

Źródło: Pixabay

„Przemysł 4.0”, „Industry 4.0”, „Internet Rzeczy” – z takimi terminami spotykamy się w ostatnim czasie na co dzień. Właściwie nie ma miesiąca, żeby nie słyszeć o kolejnej konferencji, na której prezentowane będą założenia do tzw. czwartej rewolucji przemysłowej.

Wspólnym mianownikiem wszystkich dotychczasowych pomysłów na organizację produkcji, z którymi mierzą się firmy zajmujące się projektowaniem i budową maszyn specjalnych, stanowisk oraz całych linii produkcyjnych i montażowych, było i jest tworzenie gotowych, zamkniętych systemów, szerzenie ich założeń wśród firm oraz wdrażanie w życie. Jednak z naszych doświadczeń wynika, że niestety, dość często nie uwzględnia się w tym procesie specyfiki przypisanej do konkretnej produkcji, technologii czy do samych produkowanych wyrobów, ale działa się pod presją aktualnej obowiązującej mody, która nazywa się: „mamy super system i musimy do niego przystosować naszą produkcję”.

Wielokrotnie oczekiwano od nas: „to musi być montaż one piece flow”, „ta linia montażowa musi być w kształcie litery U, a wszyscy operatorzy w środku (tzw. wyspa)”, „nie chcemy żadnych stref buforowania pomiędzy operacjami, nawet w ramach jednej zmiany produkcyjnej”… Już na samym początku prac koncepcyjnych nad projektem, na etapie wprowadzania tego rodzaju założeń, gdy wiemy, czego nie możemy wymyślać, uruchamiamy (świadomie czy podświadomie) autocenzurę na kolejne pomysły i chociaż opracowuje się bardzo ciekawe i innowacyjne rozwiązanie, co i rusz zapala się w głowie czerwona lampka: „co na to nasz klient? czy to mieści się jeszcze w założeniach do systemów stosowanych w konkretnej firmie?”.

Problem ten nie występuje, gdy system produkcji ma być w pełni automatyczny. Jednak na styku człowiek–automat takie ograniczenia i próby dopasowania do narzuconych systemów rodzą wiele sprzeczności. Wiążą się one z tym, że albo nie można wykorzystać w pełni możliwości, jakie daje automatyzacja czy robotyzacja, gdzie człowiek ze swoimi ograniczeniami zaczyna wpływać na zdolność produkcji (wyraźnie ją obniżając), albo ludzie współpracujący z takim zespołem automatycznym muszą zacząć pracować jak maszyny.

Prawie zawsze wymusza to stosowanie rozwiązań kompromisowych, jeżeli takie są, lub prowadzi do absurdów, gdzie zaczynają funkcjonować dwa systemy równocześnie: jeden nazywamy systemem „audyt” i funkcjonuje on w momencie wizyty klienta zewnętrznego lub firmy audytorskiej odpowiedzialnej za wprowadzenie systemu, drugi nazywa się „życie” i jest już bardziej dopasowany do wymogów technologicznych produkcji, przy których da się pracować i produkować.

Czemu piszę o tym w kontekście idei „Przemysł 4.0”?

Pomijając całe otoczenie wynikające z możliwości, jakie nam daje nowa technologia zastosowania Internetu, sieci i środków komunikacji do przesyłania i gromadzenia danych, jest jedna rzecz w tym pomyśle, która zwróciła moją uwagę i której z nadzieją się uchwyciłem. Na jednej z konferencji usłyszałem, cytuję: „to wyrób ma nam powiedzieć, jak chce być wyprodukowany”. Te słowa sprawiły, że stałem się wyznawcą i orędownikiem nowej idei.

Oto pojawia się szansa, żeby odrzucić istniejące szablony i podejść do rozwiązywania problemów od drugiej strony. Nie system ma nam narzucać, jaki mamy przyjąć model produkcji, lecz wyrób – czyli to, co produkujemy – ma nam powiedzieć, jaki system mamy zbudować.

Do każdego nowego wyzwania trzeba podejść indywidualnie, przeanalizować dostępne technologie i środki produkcji. Głównymi kryteriami muszą stać się: wydajność, czas amortyzacji inwestycji i oczywiście technologia produkcji, która wynika z wyrobu, jaki ma być wytworzony. System zbuduje się sam, ten najbardziej efektywny i dopasowany do konkretnych potrzeb w danej chwili.

Po takiej analizie może się okazać, że znane nam, już istniejące systemy okażą się najlepsze. Nie przekreślajmy ich, lecz czerpmy ze zdobytego doświadczenia, ale niech nie stanowią one dominującego modelu narzuconego już na samym początku naszej analizy nad koncepcją. Tutaj bardziej chodzi o zmianę w podejściu do rozwiązywania problemu poprzez szukanie najlepszych, najbardziej efektywnych rozwiązań, uwzględniających indywidualne warunki produkcji w różnych firmach, dysponujących różnymi technologiami wytwarzania i możliwościami finansowymi. Róbmy to w taki sposób, aby były one maksymalnie efektywne, a nie jedynie spełniały założenia aktualnych trendów.

Specjalnie nie używam tutaj słowa „rewolucja”. Dla mnie będzie to okazja do powrotu do normalności, wydaje mi się, że kiedyś tak to się robiło. A duże słowa zostawmy następcom, oni to ocenią i nazwą za parę lat. Bardziej odpowiada mi określenie „ewolucja”, gdyż cała idea „Przemysłu 4.0” bazuje na dorobku i doświadczeniu pokoleń. Zmieniają się narzędzia, które umożliwiają szerokie zastosowanie monitoringu, gromadzenia i analizowania wielkiej ilości informacji z produkcji w czasie rzeczywistym. Jeżeli w ślad za tym nie pójdzie zmiana naszego podejścia do rozwiązywania czekających nas wyzwań, to wszystko skończy się na kolorowych ekranach rozwieszonych w halach produkcyjnych, które będą wyświetlać bieżącą wydajność produkcji, czyli po prostu licznikach, tylko ładniejszych i bardziej kolorowych. A przecież nie o to tutaj chodzi.


Paweł Żabiński – właściciel firmy Projektowanie Maszyn W. Pietrzyk P. Żabiński sp.j., która od ponad 22 lat zajmuje się projektowaniem i budową maszyn specjalnych, stanowisk oraz całych linii produkcyjnych i montażowych.