AI i IoT to tylko zbędna, kosztowna zabawka

O Sztucznej Inteligencji i Internecie Rzeczy rozmawiamy z Pawłem Pacewiczem, Business Development Managerem w firmie Transition Technologies PSC, specjalizującej się w tworzeniu rozwiązań IT dla przemysłu i zastosowaniu w przemyśle najnowszych technologii Internetu Rzeczy  (IoT) i Rozszerzonej Rzeczywistości (AR), które umożliwiają realizację koncepcji Przemysłu 4.0.

CE Polska: Stawia Pan kontrowersyjną tezę, że technologie takie, jak Sztuczna Inteligencja i Internet Rzeczy, są zbędne i kosztowne – dlaczego więc zyskują na popularności oraz czemu mówi się o nich, że są „przyszłością przemysłu”?

Paweł Pacewicz: Stawiam tezę, że mogą być zbędne i kosztowne, jeśli nie podejdziemy do nich poprawnie. Jeśli ktoś myśli, że kupi licencje PTC ThingWorx, Microsoft Azure czy innej platformy, zainstaluje oprogramowanie „z pudełka” jak pakiet oprogramowania biurowego i zacznie korzystać jak z takiego pakietu, to się grubo myli. Po pierwsze, IoT i AI trzeba zaaplikować do konkretnych problemów, z którymi się borykamy, np. nasze produkty zbyt często się psują, przez co wydajemy fortunę na naprawy gwarancyjne, a nasi klienci nie są zadowoleni, bo nie mogą z tych produktów korzystać lub niespodziewane awarie i nieplanowany serwis powodują przestoje w produkcji, przez co generują koszty, które chcemy ograniczyć. Od tego rodzaju analizy własnego biznesu należy zacząć, żeby nie narazić się na duże i zbędne wydatki.

Komu AI i IoT przysporzyły zbędnych kosztów?

Wszystkim tym, którzy kupili rozwiązanie i myśleli, że ich problemy magicznie znikną, a także wielu firmom, które stwierdziły, że stworzą własne platformy IoT czy AI. Nawet wielkie GE ogłosiło niedawno zapowiedź sprzedaży swojej sekcji GE Digital, właściciela platformy Predix, w której rozwój wpompowano miliony, jeśli nie miliardy dolarów.

Od czego powinno się więc zacząć?

Przedsiębiorstwo musi najpierw zidentyfikować własne słabe strony, czyli te elementy, które można zoptymalizować. Zależnie od przedsiębiorstwa może to dotyczyć zbyt dużej awaryjności parku maszynowego czy produktów końcowych, niskiej efektywności napraw dokonywanych przez dział serwisowy, zbyt dużego wysiłku ludzkiego wkładanego w monitorowanie sprzętu itp. Można to zrobić samemu lub przy pomocy partnera, a z całą pewnością w interdyscyplinarnym zespole, który pozwoli na wielowymiarową analizę problemu. Następnie najlepiej zwrócić się do kogoś z odpowiednią wiedzą dotyczącą potencjalnych rozwiązań, czyli do odpowiedniego partnera, który pomoże zidentyfikować metody poprawy sytuacji. W przypadku IoT czy AI będzie to sprawdzona firma technologiczna, która dogłębnie zna różne rozwiązania technologiczne i wie, jak je zaaplikować w różnych przypadkach. Poleganie wyłącznie na zasobach wewnętrznych zazwyczaj jest ryzykowne, głównie z powodu braku szerokiej wiedzy technologicznej dotyczącej rozwiązań.

A czy Pan korzysta z IoT i AI?

Każdy z nas z tego korzysta, mniej lub bardziej świadomie, na przykład dokonując
zakupów w Internecie lub sprawdzając prognozę pogody w smartfonie. Ja nawet w domu mam tzw. inteligentny głośnik i choć na razie korzystam z niego w bardzo podstawowym zakresie (słuchanie muzyki, radia, odpytywanie o pogodę, ustawianie minutników, budzików itp.), to liczę na to, że możliwości tych systemów rozwiną się wraz z integracją kolejnych aplikacji i urządzeń. Już teraz pozwalają nam sterować inteligentnym oświetleniem w domu czy sprawdzać, kto stoi
pod naszymi drzwiami, gdy jesteśmy w podróży. To przypadek czysto konsumencki, natomiast pokazuje szeroki horyzont możliwych zastosowań tych technologii.

Kiedy, Pana zdaniem, ma sens transformacja cyfrowa?

Wtedy, kiedy się do niej podchodzi w celu osiągnięcia konkretnych rezultatów, takich jak np. poprawienie współczynników Overall Equipment Efficiency (OEE), lepsza współpraca na linii człowiek–maszyna, poprawa jakości produktu końcowego, lepsze zarządzanie istniejącymi zasobami. Przypadki pozytywnego wpływu transformacji na przedsiębiorstwa można mnożyć niemal bez końca, zarówno w mocno ucyfrowionych firmach, jak i tych, które dopiero na tę ścieżkę wkraczają.

Jak inwestować w transformację cyfrową, chcąc czerpać z niej korzyści i nie narazić się na niepotrzebne wydatki?

Najlepiej przy pomocy i w ścisłej współpracy z kimś, kto coś takiego robił, a nie tylko o tym mówi. Przykładowo pewne firmy technologiczne produkujące „okulary” Rozszerzonej Rzeczywistości reklamują wykorzystanie ich sprzętu na budowach – tymczasem to absurd, ponieważ nikt na budowie nie będzie spędzał całego dnia z urządzeniem o wadze laptopa na głowie. Jednocześnie warto rozważyć model małych kroków, czyli rozpocząć od wdrożenia pilotażowego, które pozwoli zweryfikować podejście i wybór rozwiązań technologicznych, jak również wprowadzić ewentualne poprawki przed rozszerzeniem wdrożenia na całe przedsiębiorstwo.

W jaki sposób możemy więc znaleźć odpowiedniego partnera? Czym się kierować, dokonując takiego wyboru?

Najlepiej szukać kogoś, kto będzie szczery. Nie będzie przywiązany do jednego rozwiązania technologicznego, tylko oceni plusy i minusy wielu z nich, a także pomoże dobrać takie, które będą najlepiej pasowały do danego problemu. Należy szukać też takiego partnera, który szczerze powie, jeśli mamy do czynienia z pomysłem, w który nie warto inwestować.
Jak takiego znaleźć? Zadzwonić do mnie…

Jakie jest prawdopodobieństwo, że zaproponowane przez naszego partnera rozwiązanie nie sprawdzi się w naszym biznesie?

Poniżej 10%. Dlatego zaczyna się od wdrożeń pilotażowych, które pozwalają na wczesnym etapie ocenić efektywność i wprowadzić poprawki do koncepcji, a nawet zupełnie przeorientować cały projekt. Gdy pilot da efekty, trzeba skalować w górę. Wielu przedsiębiorców popełnia ten błąd i nie wdraża zweryfikowanych pozytywnie rozwiązań na skalę całej fabryki czy organizacji – takie zakłady nigdy nie osiągną pełni wartości z IoT czy AI, bo efektywność tych rozwiązań rośnie drastycznie wraz ze wzrostem skali zastosowania. Na przykład dane dotyczące użytkowania i awaryjności 10 000 maszyn pozwolą nam lepiej przewidywać awarie w 10 001-ej, niż dane z 10 maszyn. Natomiast poprawnie dobrane i wdrożone rozwiązanie realnego problemu daje duży poziom pewności uzyskania satysfakcjonującego rezultatu.

Na jakim etapie wdrażania nowatorskich rozwiązań jest nasz rodzimy sektor przemysłowy?

Niestety, jesteśmy daleko za tzw. światem zachodnim, szczególnie USA i Niemcami. Jeśli nawet niektórzy próbują, to są to zazwyczaj filie dużych zagranicznych koncernów lub spółki będące własnością tychże. Weźmy na przykład polską firmę z okolic Kielc, która produkuje pojazdy specjalnego przeznaczenia (np. budowlane). Jest to rodzinna firma, która jest zadowolona z zasięgu biznesu i nie planuje ekspansji, bo to wiązałoby się z dużymi inwestycjami. Mają potencjał, ale nawet nie planują go wykorzystywać. Inny przykład to jedna z polskich spółek zbrojeniowych – kiedyś opracowaliśmy dla nich nowatorskie rozwiązanie IoT dla pojazdu bojowego. Niestety, po pilotażowym wdrożeniu zmienił się nastrój polityczny i projekt, jak wiele innych, wylądował na półce. A moglibyśmy mieć najbardziej nowoczesne pojazdy militarne na świecie. Takich przykładów jest więcej.

A jak jest z polskimi firmami technologicznymi? Czy w kraju znajdziemy odpowiedniego partnera do realizacji takiego przedsięwzięcia?

Całe szczęście jest kilka firm z odpowiednimi kwalifikacjami. Firmy te mają bardzo duży wkład w rozwój tych technologii, więc znają je od podszewki. Przykładem może tu być TT, które od wielu lat ma duży wkład w rozwój takich systemów jak PTC ThingWorx, uznawany za najbardziej dojrzałą platformę IoT na świecie. Jesteśmy praktycznie rozszerzonym zespołem dla tego producenta oprogramowania, więc znamy się na nim świetnie, a jednocześnie nie kosztujemy tyle, co amerykańskie czy niemieckie firmy. Ponadto od wielu lat kładziemy bardzo silny nacisk na badania i rozwój, dzięki czemu zawsze jesteśmy o kilka kroków przed konkurencją. Zarówno nasze autorskie systemy, jak również dostarczane przez nas usługi zawsze charakteryzują się bardzo wysokim poziomem innowacji i efektywności.